Sto lat, Sto lat!

Dziś są moje imieniny, których obchody trwały 3 dni i przyniosły masę wrażeń, spotkań i okazji do wspomnień. Rzecz jasna wspomnień z poprzednich i jeszcze dawniejszych podobnych wydarzeń. Nie będę sięgać tym razem do czasów przedwojennych, opowiem o ważnych dla mnie przyjęciach, które miały miejsce po wojnie i trwają do dziś..

 IMG_8928od lewej: Wanda, Jurek Vetulani, ja, Jan Strzałka, Ewa Frysztacka, Maciej Szaszkiewicz,    fot.Franciszek Vetulani

Jednym z bliskich memu sercu gości był Jurek Vetulani, który przyszedł wczoraj ze swoim wnukiem, Frankiem. Pomyślałam wtedy, że poznałam Jurka wiele lat temu, gdy miał niewiele więcej lat niż obecnie jego ukochany wnuk. I był równie miły, a przy tym niezwykle przystojny! Właśnie w mieszkaniu Jurka odbywały się i przetrwały do dziś, bardzo udane urodziny, obfitujące w hecne wydarzenia. Gdy poznałam Jurka, obracał się on w towarzystwie młodzieży, w którym wiodła prym Joanna Olczakówna. Założyli oni rodzaj klubu filmowego i oglądali filmy, w owych czasach niedostępne dla zwykłego śmiertelnika, takie jak „Maroko” z Marleną Dietrich i Gary Cooperem czy biograficzny film o Picassie. Trafiłam do nich przez Ryśka Zawidowskiego, syna przyjaciółki naszej rodziny. Niebawem przerodziło się to w tak zwany DKF, czyli Dyskusyjny Klub Filmowy, w którym Jurek miał kapitalne prelekcje o filmie, przed jego pokazem. Wspominają to również Maćkowie.

IMG_7570Leszek i Basia Długoszowie, ja  i Jurek Vetulani – kilka lat temu po imieninach

Ale miało być o urodzinach. U Vetulanich bywało zawsze masę osób (około setki), głównie młodych. Ja byłam starsza od nich, dotrzymywałam więc towarzystwa uroczej mamie Jurka. Do jedzenia podawano w owych czasach bigos i to, co udało się zdobyć. A rodzina Vetulanich nie należała do ulubieńców reżimu komunistycznego, więc jak mi się wydaje, początkowo, mimo wysokiej pozycji społecznej – cienko przędła. Nie pamiętam dokładnie, co podawano gościom, z czasem ustalił się rytuał sałatki jarzynowej z majonezem, do tego szynka i nawet ciepłe danie mięsne. I naturalnie wspaniałe torty, które wniosła w ten dom żona Jurka, Marysia. Ale doprawdy nie jedzenie było tam najważniejsze. A nawet nie picie, chociaż z czasem zwykłe alkohole przynoszone przez gości, które solenizant mieszał bez względu na ich gatunek, we wspólnym gąsiorze (dla podniesienia ich mocy) wraz z sokiem z czarnej porzeczki (jako antidotum na kaca), zastąpiły z czasem dobre whisky koniaki i markowe wina. Najważniejsze były ciekawe rozmowy i rzecz jasna, unikalny styl przyjmowania gości, w taki sposób, aby czuli, że to oni są najważniejsi dla jubilata. Vetulaniowie są w tym niezmordowani, pełni humoru, serdecznej troskliwości o każdego. Przyjęcia są wielopokoleniowe – od dziadków do wnuków, od profesorów do asystentów, a nawet studentów, którzy robią za kelnerów. Wszyscy się świetnie bawią i nikomu nie śni się wychodzić przed północą, raczej nad ranem. O ile pamiętam w jednym z pokojów wielkiego mieszkania odbywają się tańce. Niech tak trwa, niech muzyka gra!

IMG_8923Jaś Strzałka, Romek i Ania Łodzińscy, Teresa Jaśkiewicz-Obydzińska, Kika,  Krzysztof Szwajca
Marta Kościelniak, Mirek Sulma, plecy Jacka Nalepy – na moich  imieninach w 2013 roku

Inny krakowski dom, który bardzo dobrze wspominam, z pewną nawet wdzięcznością, to dom mojej ukochanej przyjaciółki Kasi Ziembickiej-Komornickiej, usytuowany w okolicy hotelu Cracovia. Kasia urządzała przyjęcia na swoje imieniny zapraszając zawsze mnie oraz towarzystwo z krakowskich salonów, które wówczas z różnych powodów mnie bojkotowało. Bywali tam m.in. Stefan Świeżawski z żoną Marią ze Stadnickich, Alina z domu Chwistek, Dawidowiczowa z mężem i inni. Pamiętam Wojciecha Żukrowskiego, który ciekawie opowiadał o swoich przygodach z pobytu w Chinach i Wietnamie, gdzie pracował jako korespondent wojenny. Na tych przyjęciach, jedzenie było zapewne wyborne, gdyż zarządzała nim mama Kasi, ale kompletnie go nie pamiętam. Rozmawiało się i grało w bridge’a, a rej wodził mąż Kasi. Gdy któregoś razu go nie było, Kasia zyskała humor i bawiła się świetnie. Pamiętam, że życzyłam jej wtedy by sytuacja się powtórzyła… W dobrym tonie były drogie prezenty i kwiaty. Ja dawałam zawsze cienkie stylonowe pończochy (rzadki był to rarytas w owych czasach), które dostawałam od przyjaciół zza granicy. Możliwe, że ten rodzaj przyjęcia był najbardziej zbliżony do przedwojennych tego rodzaju spotkań u nas w Babicy.

W tamtych czasach urodziny i imieniny zawsze obchodziło się w domu (nie w lokalu), albo w pracy. W tym drugim przypadku w przerwie śniadaniowej częstowało się kanapkami, ciastkami lub cukierkami – przyniesionymi z domu po uczcie. Wiem, że niektórzy pili wtedy w pracy alkohol z okazji np. urodzin szefa, ale to nie w mojej firmie, jaką była służba zdrowia.

Kika z prof WaltosiemZ prof. Jackiem Waltosiem w Chimerze na urodzinach w 2010 roku

Ze wzruszeniem wspominam imieniny, które urządzili mi przyjaciele z Piwnicy pod Baranami. Przysłali nieletniego Witka Herziga, żeby mnie zaciągnął do Piwnicy. Był to dzień moich imienin, nie miałam im nawet za co postawić wina, więc się nie wybierałam. Ale uległam Witkowi, który błagał, że go Piotr do Piwnicy nigdy więcej nie wpuści jak mnie nie przyprowadzi. Był to pomysł Baśki Nawratowicz, która nakazała wszystkim przynieść dla mnie prezenty w postaci artykułów spożywczych pierwszej potrzeby (kasza, cukier, ryż, etc). Było tego towaru tyle, że trzema taksówkami wieźli to do domu. To są prawdziwie praktyczne prezenty i prawdziwi przyjaciele! Niech żyją imieniny!

W Norwegii obchodziliśmy z tamtejszą Polonią zarówno imieniny jak urodziny. Przychodzili wszyscy, chyba z racji tego, że byłam tam najstarsza. Robili mi często miłe niespodzianki, przynosili torty, ciasta. No i piło się polską wódkę przywożoną z Polski i chomikowaną na ten cel. Telefon z Polski się urywał i wszyscy mi życzyli długiego życia, co jak widać się spełnia.

Po powrocie do Polski moje urodziny są wydarzeniem, od czasu, gdy skończyłam 90 lat, znowu przez ten wiek! Ale też bywają bardzo udane – przybywają ci, którzy jeszcze żyją i bawią się świetnie. Czasem łączymy je z urodzinami wszystkich innych ryb zodiakalnych w rodzinie. Wtedy jest dużo atrakcji, gdyż syn i synowa mają bardzo wielu przyjaciół. Tradycyjnie przychodzą też przyjaciele ich dzieci. Takie wielopokoleniowe towarzystwo jest najciekawsze. Tak było w 2009 roku u Beaty Niżnik.

IMG_318592 urodziny Kiki oraz Maćków w domu Beaty Niżnik uświetnia Zygmunt Lizak w krakowskim stroju

Na moje imieniny, teraz w jesieni przychodzi nieco mniej osób, a niektórzy o nich wręcz zapominają, bo nie pamiętają, że od urodzenia jestem Irena! A może jednak ważniejsze są urodziny? Cóż imię można zmienić, a zegara nie cofniesz. A i tak zostałam zasypana wspaniałymi prezentami to znaczy książkami i czekoladkami, że nie wspomnę o pięknych kwiatach. Dziękuję wszystkim za dobre życzenia!

11 myśli nt. „Sto lat, Sto lat!

  1. Ania Moryś

    Pani Kiko,
    w dniu Pani Imienin życzymy Pani dłuuugich lat życia przepełnionych zdrowiem i szczęściem, ludzkiej życzliwości i dni pełnych słońca!
    Miałam kiedyś okazję i ogromną przyjemność być na Pani Imieninach (a może to były urodziny?) w Stavanger, chyba w roku 1994. Wtedy właśnie, dzięki Marcie i Stale O, poznałam Panią. Pamiętam doskonale, że wystąpiła pani wtedy w bardzo oryginalnej spódnicy, domyślam się, że uszytej właśnie przez Panią … z krawatów!!!
    Pozdrawiamy Panią bardzo serdecznie,
    Ania i Krzysztof Moryś oraz moja Mama, która również bardzo miło Panią wspomina – Maria Furmanik

    Odpowiedz
    1. Kika

      Wielkie dzięki za pamięć i życzenia od całej rodziny poznanej w Norwegii. Trochę tęsknię za Stavanger, ale mam tak wypełnione życie, że rzadko mam czas na tęsknotę. Spódnica z krawatów, naszyjnik z kolorowych klamerek do suszenia prania, kapelusze wielkości miednicy z różnymi cudeńkami – to były kreacje! Teraz pakują mnie w jedwabie i żakiety, a do klapy przypinają kwiaty. Dobrze, że nie ordery! Uściski serdeczne.
      Kika

      Odpowiedz
  2. Irena Kruczek

    Pani Kiko,
    jestem Pani imienniczką i bardzo się cieszę, że tak wspaniała kobieta nosi to samo imię co ja.
    Serdeczności życzę nie tylko w dniu imienin ale każdego dnia… by sił starczało do pokonywania codziennych trudności a radosne chwile niech obsypują Panią bez umiaru!
    Nawet pogoda dzisiaj jest specjalnie dla Pani! Pozdrawiam słonecznie – Irena

    Odpowiedz
    1. Kika

      Dziękuję za przemiłe życzenia o Drogiej Imienniczki! . Nawzajem życzę dużo sił, pogody ducha i życzliwości od ludzi takiej, jaką ja codziennie dostaję. Od jutra mamy remont kuchni, ale jak tylko się skończy, zapraszam na pogawędkę „między nami Irenami” przy szarlotce.
      z pozdrowieniami
      Kika – Irena

      Odpowiedz
  3. Zbyszek i Ala

    Droga Kiko!
    Z okazji Imienin składamy Ci najlepsze życzenia , wszystkiego co najpiękniejsze, dużo zdrowia, dni pełnych szczęścia i miłości. Niech otaczają zawsze kochający Cię ludzie i każdy dzień będzie tym najpiękniejszym!
    Miłe wspominamy nasze wspaniałe imprezy imieninowe w Stavanger i życzymy równie udanych w Krakowie… I szampańskiej zabawy… 🙂

    Uściski od Ali i Zbyszka

    Odpowiedz
    1. Kika

      Ja dziękuję za życzenia i nadanie moim wpisom na blogu rangi opowiadań – to przecież kategoria literacka! Pozdrawiam serdecznie
      Kika

      Odpowiedz
    1. Kika

      Pani Krystyno,
      Dziękuję za miłe słowa od tak eleganckiej kobiety! Synowa pokazała mi Pani kreacje – bardzo ciekawe i świetne kolorystycznie, co sobie bardzo cenię! Pozdrawiam serdecznie.
      Kika

      Odpowiedz

Pozostaw odpowiedź Irena Kruczek Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *