Święta, święta i tu nagle Nowy Rok!..

W ostatnich dniach, a także jeszcze wcześniej przed świętami nie było szans na wpis do blogu, nawet z życzeniami – za co wszystkich bardzo przepraszam.

Adam Wincenty Szaszkiewicz
Adaś w w trzecim dniu życia na ręce taty

Najważniejszym wydarzeniem w naszej rodzinie były narodziny Adama Wincentego, pierwszego z siedmiorga moich prawnuczków, który jest chłopcem noszącym nazwisko Szaszkiewicz. A więc ród nie zaginie! Wszyscy, łącznie z siostrą Polą, witali go z radością. Szkoda, że dostał imię, które wprawdzie męskie i piękne, ale pozbawi go obchodzenia imienin w gronie rówieśników. Kto ma bowiem w tym przedświątecznym czasie głowę do imprez imieninowo-urodzinowych? Liczą się prezenty od Aniołka i same święta. Przestrzegałam, ale nikt mnie nie słuchał. W końcu rodzice dają dziecku imię i w tym przypadku z dużą dla niego krzywdą.

IMG_9121

Mój wnuk Piotr z synem

Z tej okazji nastąpił zlot rodzinny w naszym domu. Tabuny dzieci w różnym wieku wypełniały wszystkie pokoje, gromadziły się wokół mojej szuflady z łakociami, a na sygnał „Adaś” wszyscy pędzili do samochodów, aby pojechać do jego domu i dostać się jak najszybciej do jego kołyski. Naturalnie byli też dorośli i to przybyli z Hiszpanii, Warszawy, Rabki. I ich przyjaciele z Krakowa. Ci z kolei wspominali poprzednie wspólne święta i różne wydarzenia z nimi związane.

IMG_0761Gabunia i Gucio, prawnuki z Hiszpanii ubierają choinkę

Przypomniały mi się święta z Babicy i poniekąd w odpowiedzi na prośbę pani Iwony (pozdrawiam serdecznie!) podzielę się tymi wspomnieniami. Otóż Boże Narodzenie w Babicy było świętem bardzo rodzinnym. Ponieważ w sąsiadujących blisko dworach mieszkały rodziny spokrewnione, odwiedzały się w święta i stąd wrażenie, że stale było pełno ludzi. Przyjeżdżali też z Krakowa – na przykład bliska rodzina Klugerów z kuzynem Wojtkiem. Ciotka Halina Klugerowa była postacią ulubioną przez nas – dzieci, gdyż będąc u nas, w pewnej chwili, dając każdemu z nas po 50 groszy ogłaszała: „jedziemy na hulaszcze życie do Czudca!” Można było za to kupić cukierki, ciastka, a także tabliczki z rysikiem, służące do gry w okręty i w wisielca. Przybywał także nasz ulubiony wuj Brudzewski, samotny okulista, kierownik kliniki z Krakowa. Wuj ten mieszkał wiele lat w Paryżu i był bardzo zaprzyjaźniony z wieloma sławnymi malarzami. Niezwykle ciekawie opowiadał o nich i o sztuce. Dzieci niezbyt lubił, często nam dokuczał w zabawach. Ogłaszał na przykład, że zafunduje ciastka każdemu, kto w cukierni w Rzeszowie zje przy nim ciastek za 3 złote (jedno kosztowało wtedy 20 groszy). Byliśmy zawzięci i dawaliśmy radę, choć z najwyższym trudem, tym bardziej, że kiedy ja i Maja już uporałyśmy się z tymi 15-toma ciastkami, to nasz młodszy brat Kot, około 10-tego ciastka ogłaszał, że już nie może i musiałyśmy dopchać w siebie, jeszcze te pięć, dla ratowania honoru rodziny! Później, przez kilka tygodni nie mogliśmy patrzeć w stronę słodyczy. Wuj stosował te metodę rzekomego dogodzenia naszym marzeniom, którą sam przeżył jako dziecko. Jak mówił, jego wuj w ten sam sposób fundował mu ciastka za całego guldena.

Wilia była u nas w Babicy. Przyjeżdżało do nas jeszcze kilka osób z sąsiedztwa. Posyłano karetę na stację kolejową po babcię Olgę Uznańską, przyjeżdżał też zaprzyjaźniony ksiądz z Czudca, a czasem nawet dwóch. Do wielkiego stołu zasiadało zwykle około 20 osób. Naszą wigilię poprzedzała kolacja przygotowana dla służby. Na obu podawano tradycyjne potrawy, czyli barszcz czerwony z uszkami, następnie kardy z lekkim sosem bulionowym (postnym, na warzywach). Teraz się tego nie jada, szkoda, bo to pyszne warzywo, rodzaj karczochów, z których jadło się grube liście. Następnie szła ryba – tradycyjnie był to szczupak z wody oraz karp w lekkiej galarecie z rodzynkami i migdałami. Do ryb dodawano różne sałatki warzywne i grzybki marynowane. Po rybie była znakomita kapusta z grzybami. Na deser podawano ciasta i kutię, ale te frykasy jadło się zazwyczaj dopiero następnego dnia, w święto, bo już nie mieściły z w zapełnionych żołądkach. Do picia był kompot z suszonych owoców, a ponadto oczywiście dla dorosłych – wino.

Wilia z Magda2Wilia z Magdaleną, moją najstarszą wnuczką w Krakowie w 2013 roku

Choinka wysoka, prosto z lasu, pyszniła się już od kilku dni wspaniałymi ozdobami, owocami i słodyczami, a teraz migotała płomykami licznych świeczek ustawionymi na jej gałęziach. W jej pobliżu, na specjalnym miejscu, za zasłoną leżały już od jakiegoś czasu prezenty dla dzieci, ale my o tym nie wiedzieliśmy. Niecierpliwie czekaliśmy, aż w którymś momencie zapali sie tam światło, co oznaczało niezbicie, że aniołek już tam był i właśnie położył prezenty. Podnieceni zaglądaliśmy tam niecierpliwie. Ale były opakowane i nie zdradzały zawartości. Tymczasem Ojciec zasiadał do fortepianu i z zapałem śpiewaliśmy wszyscy kolędy. Po kolędach dopiero, najmłodszy domownik, a więc zwykle Kot, odsłaniał zasłonę i wręczał uroczyście prezenty. Lalki, klocki, kolejki i oczywiście książki wywoływały okrzyki zachwytu i kaskady śmiechu. Książki wtedy jeszcze nie były tak powszechne, jak dziś, a dziś widzę, że często nie są już tak powszechne, jak dawniej. O północy, kto żyw ruszał saniami na pasterkę do Czudca. W kolejne dni świąt odwiedzaliśmy inne dwory – na przykład u Babci, gdzie znów w bardzo licznym gronie siadano do obiadu. W drugi dzień świąt na obiad prosił ksiądz proboszcz wszystkie znaczące osoby z okolicy, w tym także i naszą rodzinę.

Dwór w CzudcuDwór w Czudcu w zimie

Ale nie każda wigilia była w moim życiu tak wesoła, pamiętam też wigilię smutną. Było to w czasie, gdy pierwszy rok spędzałam w Norwegii. Byłam całkiem sama. Nawet święta w okresie okupacji nie były tak smutne, gdyż byłam razem z rodziną. A wtedy w Stavanger byłam sama i dość biedna. Dręczyła mnie niepewność, jak to się skończy, wiadomo, komuna nie wypuszczała łatwo za granicę. Wtedy przekonałam się na zawsze, o co chodzi w te święta. I o co chodzi w tym życiu. Żeby nie być samemu! Moi synowie, którzy zostali w kraju, byli zapraszani przez ciocię Tyszkiewiczową do jej domu, przy ulicy św. Jana. A poza tym w Krakowie człowiek właściwie nigdy nie jest sam!

I tego Wam życzę w nadchodzącym roku. I jeszcze tego, abyście zdrowi byli i doczekali moich setnych urodzin, na które zapraszam w 2017 roku. Ale najpierw w zdrowiu i zgodzie przeżyjmy rok 2014. Do siego Roku!

Przy okazji bardzo dziękuję wszystkim, którzy komentują moje wpisy na blogu już od roku! Motywuje mnie to by pisać dalej, chociaż w moim wieku jest to pewien wysiłek. A dodatkowo trzeba przydusić tych, którzy moje słowa spisują i wieszają na tym blogu. A oni są wciąż  czymś b. ważnym zajęci.

11 myśli nt. „Święta, święta i tu nagle Nowy Rok!..

  1. barbara sułek-kowalska

    Od razu w pierwszych minutach nowego roku życzę najserdeczniej, żeby to był dla Pani rok kolejnych radosci i wspaniałych odkryć jakie są Pani udziałem od zawsze, czym tak miło, wielkodusznie i inspirująco podzieliła się Pani z nami czytelnikami . Własnie skończyłam Pani ksiązkę i korzystam z okazji, zeby za nią podziekować z całej siły. Dostałam ją na imieniny i kiedy przedwczoraj dziękowałam z kolei ofiarodawcy, dowiedzialam się o pani blogu. Gratuluję i dziękuję za cd wspaniałej ksiązki. Zyczę zdrowia i siły i wpisuję się na listę wielbicielek Szaszkiewiczowej, którą nieco przypomniałam sobie z dzieciństwa dzieki odbitkom z dawnego „Przekroju” zamieszczonym w ksiazce. Niech zyje Autorka !
    kłaniam się i łaczę pozdrowienia
    barbara sułek-kowalska

    Odpowiedz
  2. Aneta Cich

    Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! Dużo zdrowia i radości życzę! Cieszę się z każdego Pani wpisu i czytam z zainteresowaniem każdą opowieść.

    Odpowiedz
  3. Alicja

    Życzenia najszczersze…..i niskie ukłony dla” tych co wieszają wpisy”, nie ustawajcie Państwo w wysiłkach! Jest jeszcze tyle ciekawych rzeczy do opisania, jestem tego pewna a propos książek, ciekawa jestem jaki są Pani ulubione, jak wyglądała biblioteka rodzinna….

    Odpowiedz
    1. Kika

      Dotknęła Pani ważnej rzeczy! O książkach mogę mówić nieskończenie. Oby tylko ktoś zechciał tego wysłuchać..
      z serdecznością
      Kika

      Odpowiedz
  4. Basia

    Pani Kiko! Proszę przyjąć najserdeczniejsze życzenia zdrowia i wszelkiej pomyślności w Nowym Roku! A małemu Adamowi niech się szczęści! Bardzo czekałam na Pani słowa o Świętach!

    Odpowiedz
    1. Urszula

      Kochana Kiko,
      W Nowym Roku życzę Tobie dalszych wspaniałych dni, zdrowia aby poczucie humoru nie opuściło Cię nigdy.
      Małemu Adasiowi i rodzicom a także całej Twojej rodzinie, Maćkowi, Wandzie, Jaszy , wnukom i prawnukom samych radosnych dni .
      Serdecznie pozdrawiam Ula
      Urszula Świderska

      Odpowiedz
  5. Kika

    Ulo kochana, dziękuję, że pamiętasz o mnie i czytujesz bloga. Dziękuję też za życzenia – poczucie humoru jest człowiekowi potrzebne jak powietrze oraz dobre czekoladki! Na szczęście mam go duży zapas, tak że mogę obdarować nim innych. Tobie życzę dobrego zdrowia i żebyś do nas przyjechała!
    Ściskam Cię serdecznie
    Kika

    Odpowiedz
  6. iwona

    Dziekuje Pani Kiko za pozdrowienia i spelnienie mojej prosby- opowiesci o Swietach w przedwojennych dworkach. Rodzinne Swieta i poczucie wspolnoty sa wazne zawsze i wszedzie; takze na emigracji.
    Pozdrawiam Pania serdecznie i zycze wszelkiej pomyslnosci w nowym 2014 roku (rowniez calej Rodzinie
    Szaszkiewiczow).

    Iwona z Adelaide (Australia)

    Odpowiedz
  7. jodynka

    Pani Kiko,
    zaglądam na bloga od czasu do czasu, i zawsze jak już sobie przeczytam, to opuszczam stronę z uśmiechem. Dziękuję za Pani pogodę ducha i opowieści. Takie zwyczajne, a jednak niezwyczajne.
    Pozdrawiam pięknie i życzę wspaniałego roku 2014go!

    Odpowiedz
  8. Magdalena

    Droga Pani
    Serdeczne życzenia, zdrowia przede wszystkim.
    Cały czas czytam Pani blog, choć dawno nie komentowałam.
    Wszystkie opowiadania są cudowne i czytam je z zapartym tchem.
    Pozdrawiam gorąco.
    Magdalena

    Odpowiedz

Pozostaw odpowiedź Reni Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *